Ciężko myśli mi się ostatnio o przyszłości. Jakiś czas temu byłem w tym bardzo dobry. Planowałem powrót do kraju, zarządzałem wydatkami aby jak nawięcej zaoszczędzić, wynajmowałem mieszkanie na odleglość kilku tysięcy kilometrów, kupowałem bilety lotnicze (również na kota!), po czym je przekłdałem - bo tak było wygodniej... i tak mógłbym wymieniać jeszcze długo. Dziś, po upływie kilku miesięcy w naszym "cudownym" kraju jestem bez grosza, bez pracy, z bardzo lichymi perspektywami na jutro... Cienko to wszystko widze... Dzięki Bogu mam kogoś na kogo mogę liczyć, tylko ile można polegać na kimś!? Wydaje mi się, że robie wszystko co w mojej mocy, aby to zmienić, ale widocznie nie do końca. Ktoś lub coś ewidętnie nie chce abym mógł znów zacząć planować kolejne losy swojej (i nie tylko!) przyszłości. Może jakiś zimowy wyjazd w góry? Pewnie, ja bardzo chętnie - po doświadczeniach ostatniej zimy - tylko za co?
Marzy mi się gdzieś wyjechać. Zrobie WSZYSTKO, aby sie tak satło i to jak najszybciej...